Tak to mniej więcej wygląda na mapie. Na pomarańczowo zaznaczono trasę standardową, a na czerwono drugą trasę. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie te dwa problemy zaznaczone na mapie.
Problem 1
To strumień (rzeczka właściwie) łącząca dwa kolejne jeziora. Ma długość około kilometra, może ciut mniej. Z naszych informacji przed wpłynięciem (a może raczej wciągnięciem / wepchaniem) łódki na tę rzekę wynikało, że problemu nie będzie. Płytko miało być, ale w sam raz na mazurską żaglówkę o małym zanurzeniu. Okazało się jednak, że jest BARDZO płytko i na zmianę szorujemy po dnie albo po kamieniach. O kamieniach nic nam nie było wiadomo i nie jest jasne czy tam były od zawsze czy ktoś je tam powrzucał. Największa ich ilość była przy i pod jednym z mostów, być może po to, żeby go woda nie podmywała. To nasza teoria na temat pochodzenia tych kamieni niczym nie potwierdzona. Kolejny problem to to, że pod mostami jest wąsko. Jeśli łódka ma więcej, niż 2 metry z hakiem szerokości, to może być duży problem.
Problem 2
To brak wody na odcinku kilku kilometrów od wsi Cierzpięty do kolejnego jeziora (odnoga Śniardw, która zaczyna się w Okartowie). Rozwiązaniem jest miejscowy wielofunkcyjny właściciel sklepu, który ma przyczepę do przewozu łódek i kajaków. Ma on pomocnika, który ma traktor, do którego podczepiana jest przyczepka. Za 80PLN (może za mało się targowaliśmy, ale nie wiem...) przewozi łódkę na tej przyczepie przez las do kolejnego jeziora. Wszyscy we wsi są bardzo mili, więc właściwie problemu nr 2 nie ma.
Oto jak wszystko wyglądało w praktyce:
Jezioro Wojnowo

Koniec wąskiego jeziora Wojnowo - odnogi Niegocina. Zaczyna się PROBLEM NR 1. Trzeba złożyć maszt.
Głaźna Struga

Rzeczka pomiędzy jeziorem Wojnowo, a Buwełno ma jakieś 3-6 metrów szerokości i przez większość czasu głębokość jak widać na zdjęciu poniżej (jakieś 20-30cm). Wysiadamy więc z łódki, przywiązujemy się do niej i ciągniemy ją (lub pchamy - do wyboru).

Czasami trzeba wyławiać z dna kamienie i odrzucać je na bok. Jest ich sporo.

Następnie przepływamy przez tunel pod mostem. Wysokość jest akurat taka, że od topu położonego masztu do sufitu jest jakieś 10cm luzu :)

Generalnie rzeczka wydaje się możliwa do przepłynięcia (przeciągnięcia raczej) do tego momentu. Przy kolejnym moście zwęża się do jakichś 2 metrów. Właściwie to mogę powiedzieć, że to dokładnie 2 metry, bo Orion ma tyle szerokości. Brzegi rzeczki są w tym miejscu murowane i łódka prawie zawieszała się obiema burtami na raz na nich. Dodatkowym utrudnieniem są wielkie kamienie na całej szerokości. Spędziliśmy jakieś pół godziny odgruzowując rzekę z kamieni, co widać mniej więcej na zdjęciu poniżej.

Wydaje się, na pierwszy rzut oka, że łódka nie przeciśnie się tędy. Orion jednak wciśnie się wszędzie i jest to jego wielka zaleta :) Dodatkowym utrudnieniem jest to, że ciągniemy łajbę pod prąd i gdy wciśniemy ją w ciasne miejsce, to zaczyna ona działać jak korek. Blokuje częściowo przepływ wody, spiętrza ją i zaczyna się cofać. Im bardziej napieramy do przodu, tym bardziej ona chce wracać... W końcu jakimś cudem, szorując dnem, burtami i wszystkim czym się da, udało nam się przejść pod mostem. Już myśleliśmy, że to koniec przygód, ale...

Pojawił się następny problem. Były to 3 wielkie głazy, największe ze wszystkich jakie tam były, leżące kolejno w odległości jakichś 2 metrów od siebie. Wepchaliśmy łódkę jak najdalej się dało na te głazy i zawiesiliśmy się na dobre. Dziób opierał się o pierwszy głaz, burta o drugi, a rufa po przeciwnej stronie o trzeci. Nie było możliwości się ruszyć w żadną stonę. Sytuacja była trudna.
Pomyśleliśmy, że jedynym wyjściem z jest zbudowanie tamy z kamieni za łódką, żeby spiętrzyć wodę i podnieść jej poziom powyżej tych trzech nieszczęsnych głazów. To, co widać na zdjęciu powyżej, to właśnie przygotowanie tamy i zbieranie kamieni. Trwało to jakąś godzinkę. To, co jest poniżej, to gotowa tama. Pomysł sprawdził się rewelacyjnie! Poziom wody podniósł się o jakieś 30cm i łódka zaczęła dryfować odrobinę powyżej głazów.
Naszą pierwszą budowlę hydrotechniczną nazwaliśmy Stopień Piętrzący `PAN PROMIL`.

Jezioro Buwełno
Około 100m dalej rzeczka skończyła się i wpłynęliśmy na jezioro Buwełno. Jeziorko jest bardzo ciche i czyste. Nikt tu nie pływa, bo nikt normalny nie przeciska się rzeczką opisaną wcześniej. Na brzegu widzieliśmy tylko 2 zapomniane Oriony.

Następnego dnia dopłynęliśmy do końca jeziorka Buwełno, do wsi Cierzpięty. Staliśmy się atrakcją turystyczną, bo ostatnia łódka płynęła tędy prawdopodobnie w okolicach bitwy pod Grunwaldem. Następnie udaliśmy się do sklepu wiejskiego. Jego właściciel zainkasował 80zł i poszedł przygotować przyczepę i załatwić traktor u sąsiada. Gdyby ktoś był zainteresowany taką wyprawą, to można tam też napełnić butlę z gazem, zrobić zakupy i uzupełnić wodę. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci

Po jakiejś godzinie oczekiwania na brzegu pojawili się panowie z traktorem i przyczepą. Wszyscy byli lekko nietrzeźwi, ale operacja ładowania Oriona przebiegła bardzo sprawnie. Prawdopodobnie na trzeźwo wszystko to wydawałoby się zbyt ryzykowne, więc polecam się lekko zaprawić

Ruszyliśmy przez las. Droga była wąska, ale kierowca jechał z dużym wyczuciem. Nie mieliśmy początkowo do nich zaufania, ale to szybko minęło. Magda siedziała na dziobie, żeby go dociążyć (łódka cały czas przechylała się na rufę), a ja wisiałem na maszcie żeby nie spadł z krzyżaka. Było całkiem wesoło

Jezioro Tyrkło
W końcu dotarliśmy do końca lasu, gdzie harcerze rozbili obóz.

Wpuścili nas na teren, a pan kierowca sprawnie, manewrując pomiędzy drzewami wprowadził nas do wody. To, co widać na zdjęciu poniżej, to jest jezioro Tyrkło - odnoga Śniardw, zaczynająca się w Okartowie.

Dalej popłynęliśmy do Okartowa, wpłynęliśmy na Śniardwy i wróciliśmy na Bełdany. Pętla została zamknięta.
Jeśli ktoś chce odpocząć od innych żeglarzy i portów, to polecam jezioro Tyrkło i odnogę Niegocina - jeziora Buwełno i Wojnowo. Klimat zupełnie inny, niż na zatłoczonym szlaku. Cisza i spokój, jak przed sezonem. Jeśli ktoś widział film `Nóż w wodzie` Polańskiego, to zrozumie o co chodzi.
Szlak Wielkiej Pętli Mazurskiej polecamy raczej dla kajakarzy, niż żeglarzy, chyba że naprawdę upartych. Trzeba się przygotować na porysowanie łódki i trochę walki z żywiołem, ale za to trafi się do elitarnego klubu ekstremalnych żeglarzy mazurskich.
Czekamy na Wasze relacje z tej trasy i opisy przepraw przez inne tego typu nieznane szlaki na Mazurach pod adresem
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Magda i Darek